Obserwując trwającą już ponad roku kampanię wyborczą w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak większość komentatorów i osób śledzących ten proces, porównuję politykę amerykańską do tej w naszym kraju. Wszyscy zdają sobie doskonale sprawę z tego, że realia za oceanem są zupełnie inne. Chociażby dlatego, że kampania, która u nas trwa trzy miesiące większości wydaje się zbyt długa. Jednak oglądając program Meet The Press czy konwencje partyjne trudno od takich porównań się uwolnić. Nasuwają się one automatycznie.

Mechanizm porównania chciałbym wykorzystać do zobrazowania dwóch, moim zdaniem, fenomenalnych i niezwykle zaskakujących zjawisk. Obydwa związane są
z Barackiem Obamą i drogą jaką przeszedł od słynnego przemówienia na konwencji Partii Demokratycznej w 2004 roku.

Sprawa pierwsza wiąże się z prawyborami. Sam ten mechanizm wraz z jego wieloletnią tradycją powodują, że polska i amerykańska polityka są zupełnie nieprzystające do siebie. Były jednak w Polsce przymiarki do prawyborów. W roku 2001, w pierwszej swojej kampanii Parlamentarnej, nowa organizacja, nie będąca jeszcze wtedy partią, postanowiła wybrać w ten sposób swoich kandydatów na posłów. Jak te prawybory wyszły w warunkach polskiej kultury politycznej i medialnej najlepiej świadczy to, że dziś już o prawyborach mało kto mówi.. nie tylko w PO.

Ja mogę natomiast posłużyć się przykładem tej, dzisiaj już partii, do zobrazowania wielkości sukcesu jaki osiągnął czarnoskóry kandydat na gospodarza Białego Domu. Wyobraźmy sobie, że Platforma Obywatelska wybiera w prawyborach swojego kandydata na premiera (uprawnieniami bardziej zbliżone do amerykańskiego prezydenta). Od kilku lat, niemal pewnym kandydatem jest Donald Tusk. Mimo jego ogromnej popularności, silnego zaplecza partyjnego, napisania biografii i wieloletniego doświadczenia w polityce - charakter prawyborów powoduje - że do startu szykuje się również Bogdan Zdrojewski. Poza nimi w szranki staje będący na pograniczu PiSu i PO Rafał Dutkiewicz. O mandat z list Platformy zdecydował ubiegać się także Tomasz Lis (oczywiście jako niezależny). Poza tymi tuzami, lista kandydatów zawiera kilka mniej znanych nazwisk. Wśród nich jest senator Tomasz Misiak. Małe doświadczenie polityczne i popularność sprawiają, że nikt nie traktuje jego kandydatury poważnie. Jednak w wyniku problemów głównych kandydatów, a przede wszystkim świetnych zdolności oratorskich i organizacyjnych, Misiak zaczyna się coraz bardziej liczyć w tej  stawce. Wykruszają się Zdrojewski z Lisem. Odpada Dutkiewicz – z powodu braku środków finansowych. Finiszują Tusk i Misiak. Tusk w konfrontacji z młodym i popularnym już senatorem - spektakularnie przegrywa.

Misiak oficjalnie kandyduje na premiera z ramienia PO. W czasie Krajowej Konwencji Platformy Obywatelskiej Zdrojewski z Dutkiewiczem mówią, że to ich faworyt i tylko on może jednocześnie uzdrowić polską gospodarkę i przywrócić nam należne miejsce na scenie europejskiej. Ze wszystkich sił chwali go też Tusk oraz, generalnie nieskory do pochwał, Grzegorz Schetyna. Prawie nikt już nie pamięta machinie politycznej Platformy, jaka jeszcze niedawno miała rozjechać Misiaka. W Polskę idzie przekaz, że cała Platforma jednoczy się wokół Misiaka. Nadchodzi tak długo oczekiwana zmiana w polskiej polityce. Jednocześnie media zachwycają się nad niebywałym sukcesem młodego senatora PO.

            Tak właśnie widzę ogromny sukces Baracka Obamy. Jeszcze cztery lata temu był żółtodziobem, politycznym podlotkiem. Teraz najpotężniejsi ludzie w Ameryce (więc i na świecie) skupiają się wokół niego i zbierają dla niego fundusze.

 

Druga analogia - za kilka dni. Wszelkie opisane historie są przypadkowe a podobieństwo sytuacji powstało w głowie autora.